Blog szwendacza

Tragiczna historia najwyższej zapory świata

W 1956 roku, w Dolinie Vajont w Dolomitach (Włochy), ruszyła budowa najwyższej zapory świata. Konstrukcja miała osiągnąć rekordowe 264 metry wysokość. Inwestorem przedsięwzięcia została spółka SADE, będąca wówczas jedynym dostawcą energii elektrycznej w północno-wschodnich Włoszech.

Budowa zapory od samego początku budziła wielkie emocje wśród miejscowej ludność. Większość mieszkańców Doliny Vajont była zadowolona z tego faktu i popierała tą inicjatywę. Uważano, że dzięki niej ich region w końcu zacznie się rozwijać – w tamtym okresie był to bardzo ubogi okręg rolniczy. Wielu mężczyzn z okolicznych wiosek znalazło zatrudnienie przy budowie zapory, co uznano za dodatkowy plus.

Nie wszyscy byli jednak zachwyceni tym pomysłem. Grupka osób z miejscową dziennikarką (Tiną Merlin) na czele sprzeciwiała się jej budowie, argumentując to tym, że zrujnuje lokalne środowisko. Osoby te nie mogły pogodzić się także ze stratą domów, w których urodzili się i mieszkali od pokoleń – miały zostać zalane przez powstały zbiornik. Próbowali przekonać ludzi, że spółka SADE ma złą reputację, i dlatego nie powinno się jej wierzyć. Ich ostrzeżenia zostały zignorowane i wyśmiane. Pomimo protestom budowę kontynuowano.

Wraz z postępem prac, w pobliżu miejsca budowy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Góra Toc, na stokach której powstawała gigantyczna betonowa budowla, zaczęła drgać. Na jej zboczu pojawiło się długie pęknięcie. Kierownictwo SADE zbagatelizowało całą sprawę i zataiło ten fakt przed lokalną ludnością. Co ciekawe, w miejscowym dialekcie „toc” oznacza „coś zepsutego”, „łamliwego”… czyżby zbieg okoliczności?

W kwietniu 1959 roku, na zaporze w miejscowości Pontesei (oddalona kilkadziesiąt kilometrów od Vajont), doszło do nieszczęśliwego wypadku. Osunęła się część zbocza zbiornika wywołując przy tym falę, która porwała jednego z jej pracowników. Po kilkudniowych poszukiwaniach odnaleziono jego zwłoki. Wydarzenie to zaniepokoiło mieszkańców Doliny Vajont. Spółka SADE zapewniła, że na tamie Vajont nigdy nie dojdzie do podobnej sytuacji. Mieszkańcy przekonali się jednak dość szybko, że było to tylko czcze gadanie.

4 listopada 1960 roku osunął się fragment zbocza góry Toc. Na szczęście w zbiorniku nie było jeszcze wody. Prace budowlane chwilowo wstrzymano. Wyszło wówczas na jaw, że badania geologiczne przeprowadzone przez SADE były mało precyzyjne. Co więcej, spółka sfałszowała część raportów. Górę Toc przebadano ponownie. Okazało się, że zbudowana jest z wapieni i dolomitów zalegających na łupkach. Struktura taka umożliwia ześlizgiwanie się skał. Podjęto działania wzmacniające stok – wstrzykiwano w niego beton.

Po napełnieniu zbiornika wodą (168 mln m³) sytuacja pogorszyła się diametralnie. Wzrosła częstotliwość i siła wstrząsów. Z góry Toc wydobywały się niepokojące dźwięki. Na zboczu zaobserwowano powyginane drzewa, co świadczyło o procesie spełzywania. To właśnie w tym momencie większość ludzi zrozumiała, że budowa zapory była niewłaściwym pomysłem.

We wrześniu 1963 roku zanotowano bardzo obfite opady deszczu. Zbocze namokło, skały utraciły swą zwięzłość, a proces spełzywania nasilił się jeszcze bardziej. Zarząd SADE chcąc ratować sytuację postanowił spuścić trochę wody ze zbiornika. Niestety czasu starczyło jedynie na obniżenie poziomu wody o kilkadziesiąt centymetrów. 9 października 1963 roku, o godzinie 22:39 rozpoczęło się piekło.

Ze zbocza góry Toc osunęło się ok. 260 mln m³ skał i ziemi. Przemieszczały się one z prędkością ponad 100 km/h. Po wpadnięciu do zbiornika spiętrzyły wodę na 200 metrów. Fala rozeszła się w dwóch kierunkach. W pierwszej kolejności zalane zostały wioski leżące nad zbiornikiem: Erto, Casso, San Martino, Pineda, Spesse, Patota oraz II Cristo. Zginęło tam ok. 160 osób. Druga fala przelała się przez zaporę. Przemieszczała się w kierunku wylotu doliny z prędkością ok. 80 km/h. Miała 70 m wysokości. Zniszczyła miejscowości: Longarone, Pirago, Rivalta, Villanova, Faè . Jej żniwo było dużo większe, ok. 2000 osób!

Wizualizacja katastrofy. 

Zniszczone Longarone

Zbiornik został prawie całkowicie zasypany skałami i ziemią – zasypany pozostaje po dziś dzień. Zapora o dziwo nie doznała większych uszkodzeń. Niektóre z zalanych miejscowości zostały doszczętnie zniszczone, nigdy już ich nie odbudowano.


Pomimo, że od katastrofy minęło już blisko 60 lat, osówisko na górze Toc cały czas robi ogromne wrażenie.

Szefostwu SADE postawiono zarzuty, między innymi nieumyślnego spowodowania katastrofy. 11 osób uznano winnych. Wyroki oczywiście były nieadekwatne do czynu – skazano ich na 3 lata więzienia. Niektórzy wyszli na wolność już po roku odsiadki! Po katastrofie okazało się, że SADE przeprowadziło symulację osuwiska, z której jasno wynikało, że przy niskim poziomie wody w zbiorniku nie istniało żadne zagrożenie. Niestety górę wzięła ludzka chciwość i zbiornik wypełniono po brzegi.


Tagi:

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów